Dyshonor! Mulan (2020) – recenzja

Nie.

Pozwólcie, że jednak rozwinę myśl: NIE.


NIE, NIE, NIE, NIE, NIE.


To będzie najkrótsza recenzja jaką przyszło mi napisać.

Mulan w wersji aktorskiej to największa krzywda w historii kinematografii, która mnie spotkała. Opowieść jest przerysowana i stała się karykaturą pierwotnej wersji. Postacie, łącznie z główną bohaterką, nie mają zarysowanego wyraźnego charakteru i gubią się w tłumie, a logiki już lepiej szukać w polu.

W trakcie tworzenia filmu doszło do znacznych zmian względem wersji animowanej, na której wychowały się pokolenia (czuję się strasznie staro pisząc to ze świadomością, że jest to prawda). Nie będę tutaj poruszać kwestii politycznych, które miały duży wpływ na bojkot produkcji (w sieci znajdziecie wiele artykułów na ten temat), poruszam za to kwestie zupełnej dowolności na którą musiał/chciał zgodzić się Disney. Twórcy zapowiedzieli duże zmiany, z których widzowie najbardziej boleli nad brakiem Mushu, Świerszcza i Krowy. A było jeszcze nad czym poboleć.


Ostatecznie Świerszcz okazał się pojawić, ale jako… Kolega głównej bohaterki, który (jak większość postaci) gościł na ekranie może minutę.

źródło: knowyourmeme.com


Sceny akcji w nowej Mulan

Zaraz po premierze filmu czytałam wiele negatywnych opinii na temat scen walki wyjętych rodem z chińskiej kinematografii. Mam duży szacunek do kina azjatyckiego np. Domu latających sztyletów czy Przyczajonego Tygrysa i Ukrytego Smoka. Rzeczywiście charakterystyczna choreografia może drażnić oko widza, który przywykł do Hollywood. Tutaj sztucznie kreowany styl pasuje jak pięść do oka – niby na wymiar spoko, ale rezultat nie często cieszy obie strony. Tak i w tym przypadku to co podobało się twórcom dla widzów stało się nieakceptowalne. Nic dziwnego, jeśli można uśmiercić kogoś kopniętą strzałą. Tak. Możecie się spodziewać wieku takich scen.


Ktoś biegał z nożyczkami

I to nie tylko na etapie produkcji, ale jeszcze podczas pisania scenariusza. Brak zdawałoby się kluczowych postaci razi w oczy, a nie oszukujmy się – nie przesadzę szacując, że co najmniej połowa widzów obejrzy nową Mulan z sentymentu do ukochanej bajki z dzieciństwa. Wątki zostały dosłownie poćwiartowane i upchnięte na siłę, znalazło się nawet miejsce na symbolikę feniksa czy wiedźmę służącą wrogiej Armii.


To już nie Mulan, którą znamy

W nowej wersji Mulan to superbohaterka wypełniona życiową mocą jaką daje Chi. Dzięki niemu jest niesamowicie zwinna, silna i sprytna. Jej siła nie zależy więc od ciężkiej pracy i wytrwałości, ani od niezłomnego hartu ducha i charakteru. To co osiąga, osiąga z łatwością dzięki nadprzyrodzonym zdolnościom. Ta niesamowicie budująca i kształtująca opowieść została odarta ze swojej podstawowej wartości. Z tego za co naprawdę kochamy Mulan.

Długo czekałam by obejrzeć wersję aktorską, ale po tym co zobaczyłam czuję solidne rozczarowanie.

Panie Disney, coś wymknęło się spod kontroli. Po spektakularnym sukcesie Pięknej i Bestii nadeszła pora na jeszcze bardziej spektakularną klęskę.

źródło zdjęcia w wyróżniającego: cinemablend.com

Rating: 3 out of 10.

Te wpisy mogą Cię zainteresować…
Wakacje w mieście? Nie ma dramy

Wakacje w mieście? Nie ma dramy

Jeżeli pandemia nauczyła mnie czegoś poza racjonalnym dzieleniem makaronu i otwieraniem wina bez korkociągu to szukania sobie zajęcia. Jeśli więc z jakichś powodów musicie spędzić najbliższe lato w mieście mam dla Was kilka pomysłów.

czytaj dalej

0 komentarzy

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

jeden + 14 =

Dołącz do newslettera