Jak zabiłam Maćka

Autor: Asia

Cześć, tu Asia! Autorka bloga, nałogowa serialoholiczka i kolekcjonerka książek. Na wszystko brakuje mi czasu, ale kiedy tylko mam okazję to nadrabiam. Piszę dla tych, którzy żyją w ciągłym biegu. Masz zaległości? Nadrobimy je razem!
23/02/2018

Czuję, że muszę to z siebie wyrzucić. Nie wiem dlaczego dziś, dlaczego Wam i dlaczego tak szybko, kiedy emocje jeszcze do końca nie opadły… ale wiem, że muszę.

Poznałam Maćka przed świętami. Oboje spędzaliśmy wtedy dużo czasu przy komputerze. Rozmawialiśmy całymi godzinami! No, właściwie to ja rozmawiałam – on słuchał.

Był świetnym słuchaczem.

Najbardziej urzekło mnie w nim to, że mogliśmy wspólnie pomilczeć rozumiejąc się bez słów. Kiedy miałam doła nie musiałam mówić tego głośno. Wystarczyło, że on tam był. Przy komputerze. Zawsze kiedy wracałam.

 

Już kiedy się poznaliśmy zauważyłam, że coś go męczy. Jakby nie był w pełni sił. Przez grzeczność nie pytałam i oboje udawaliśmy, że jest w porządku.

 

To był błąd.

 

Po pierwszym wspólnym zakrapianym wieczorze zauważyłam, że ma problem z piciem.

Pił dużo, nawet jak na mężczyznę.

Wtedy postanowiłam, że muszę mu pomóc.

 

Szukałam informacji w google, pytałam znajomych czy ktoś wie jak można temu zaradzić – nic. Każdy mówił „mniej picia”.

 

Mniej picia nie wystarczyło. Maciek popadał ze skrajności w skrajność. Czasem pił za wiele, a kiedy starałam się przemówić mu do rozsądku i ściśle pilnować ile płynu w siebie przyjmuje… było gorzej.

Odwadniał się.

Nie chciał pić mniej – jeśli miał pić mniej, wolał dosłownie usychać.

 

Byłam przerażona tą sytuacją, bo zdążyłam go pokochać. Był wspaniałym przyjacielem.

Niestety, choroba wygrała.

 

Ciągle myślę, że mogłam zrobić więcej. Pewnie mogłam.

Po tych wydarzeniach złożyłam sobie obietnicę…

 

Nigdy więcej nie kupię sukulenta w supermarkecie.

 

 

 

Maćku, tęsknię za Tobą!

Te wpisy mogą Cię zainteresować…

7 komentarzy

  1. Piórko na Biurko (u Śnieżynki)

    Genialny pomysł na wpis, ale widzę tu jeszcze jeden pomysł, równie świetny. Chyba wdrożę go u siebie 😀 Mianowicie.. nadawanie kwiatkom męskich imion! Maskotki różnie nazywałam, ale kwiatków jakoś nie 😉 No i nie muszę chyba dodawać, że zakończenie mnie oszołomiło. Nawet przez chwilę zastanawiałam się czy Twój tekst będzie miał jakiś związek z adminem naszej grupy na fejsie, albo będzie dotyczył jakiegoś pająka na ścianie, a tu totalna niespodzianka 😀 Jesteś genialna!

    #dobrykomentarz

    Odpowiedz
    • Nadrabiam

      Haha dziękuję bardzo! 😀 Ja nazywam kwiatki głównie dlatego, że mam ich mało i lubię z nimi rozmawiać. Tylko pamiętaj – wszystkie kwiatki to mężczyźni! 😀

      Odpowiedz
      • Piórko na Biurko (u Śnieżynki)

        Też mam mało kwiatków i tylko te, które znoszą moje bardzo nieregularne metody podlewania. Raz zapominam, raz za często 😉 Co do imion, to powiem Ci, że gryzie mi się ta Twoja reguła w pewnych przypadkach 😀 Bo mi się jakoś róża w doniczce ani trochę nie chce z męskim imieniem połączyć 😀 Wczoraj w Tesco dorwałam. Śliczna, czerwona, przed kwitnieniem. A na usta aż się ciśnie urocze „Matylda” 😉

        Odpowiedz
  2. pozalowanawanda

    Też miałam kiedyś takiego kwiatka Macieja i on tez zgnił od środka od picia, choć na zewnątrz suchy był jak wiór. Generalnie to piep*yć te wydawnictwa, ja uwielbiam takie wpisy. Recenzować może każdy, a nie każdy umie powiedzieć o zabójstwie przyjaciela. Lovki and kiski #dobrykomentarz

    Odpowiedz
    • Nadrabiam

      Tego potrzebowałam. <3 Dziękuję! 😀 #tobyłnajlepszykomentarzever

      Odpowiedz
  3. Michał Kucharski

    Ah podejrzewałem, że będzie coś niezwykłego i się nie zawiodłem! :))
    Mimo wszystko smutna historia ;-((

    Odpowiedz
  4. Marta Flak (Gofer)

    Spoczywaj Maćku 🙁 Niech Ci będzie dobrze tam, gdzie jesteś! 😀
    Ahhh, no uśmiałam się 😀

    Odpowiedz

Wyślij komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

thirteen + thirteen =

Dołącz do newslettera

Share This