Sztuka dogania świat! – „Jak upolować pisarza?”, Sally Franson [recenzja]

Książka podobna do „Diabeł ubiera się u Prady”? Też takiej szukaliście? W końcu ją znalazłam!

„Jak upolować pisarza?” to debiut literacki amerykańskiej autorki Sally Franson. Powieść obyczajowa z dużą dawką humoru, dylematów moralnych osadzona w czasach wojny między tracącą na popularności literaturą a siłą zniewalająco atrakcyjnych mediów społecznościowych.

Casey Pendergast to młoda kobieta poświęcająca się swojej pracy w agencji reklamowej. Wcześniej studentka literatury i poetka slamowa, teraz rekin biznesu, który nie przepuści żadnemu nadzianemu klientowi i którego życie obraca się wokół twittów, shareów i feedów. Casey zostaje oddelegowana do przeprowadzenia nowatorskiego projektu w agencji dla której pracuje. Ma przekonać znanych i poważanych pisarzy do mniej lub bardziej subtelnego reklamowania produktów i usług firm, które wypadły z łask konsumentów. Dzięki projektowi poznaje wiele ciekawych osobistości ze świata literatury, między innymi przystojnego autora Bena Dickinsona dla którego szybko traci głowę.

Historia Casey nie jest skomplikowana i tak samo jak w Diable, który ubiera się u Prady, do którego jest porównywana, opowiada o ambitnej i błyskotliwej kobiecie, która trafiła na wspaniałe, i zupełnie nie pasujące do tego o czym marzyła, stanowisko. Wewnętrzne rozterki, nierozwiązane problemy rodzinne i rozpadająca się wieloletnia przyjaźń każą Casey podejmować nie zawsze dobre, a czasem wręcz tragiczne w skutkach decyzje. Z pozoru lekka i zabawna historia energicznej i zbyt gadatliwej dyrektor kreatywnej jest tak naprawdę dramatem ukazującym rozterki, które w pewnym momencie życia dotykają każdego z nas – Czy jestem na właściwym miejscu? Czy mógłbym osiągnąć więcej, gdybym podjął inne decyzje? Czy naprawdę jestem szczęśliwy?

Pomimo, że tytuł sugerować może typowy romans rodem z Szekspirowskiego dramatu, to miejsca na damsko-męski wątek miłosny trochę zabrakło. Jest wątek, jest miłość, jest romantycznie, ale jest też ludzko. Główna bohaterka nie skupia się tylko na jednym uczuciu do jednej, konkretnej osoby. Stara się skupiać i dzielić swoją miłość na wszystkie ważne osoby w swoim życiu. Nie czytałam wiele romansów, ale w większości z nich kwestia równowagi i dbania o zdrowe relacje była chętnie pomijana. To bardzo przyjemna odmiana. Inną bardzo istotną rzeczą na jaką zwraca uwagę jest podstępność i zagrożenie jakim są media społecznościowe. Casey na własnej skórze przekonuje się jak jej ukochane social media potrafią w momencie zburzyć to, co pieczołowicie budowała przez lata.

Po kilkunastu pierwszych stronach książka wydała mi się dość płytka i infantylna – główna bohaterka wkręcona w pracę w korpo, z pogarszającymi się relacjami poza pracą, do tego bardzo gadatliwa i niekoniecznie miła. Co gorsza momentami myśląca strasznie dziecinnie pomimo swojego wieku, rzucająca prostackie komentarze i porównania. Dopiero po kilku rozdziałach dałam się przekonać i popłynęłam wraz z opowieścią, która przypominała bardziej spokojne kołysanie fal niż sztorm, na który tak bardzo czekałam, a kiedy ten się pojawił miałam wrażenie, że musiał wytracić swoją prędkość zanim do mnie dotarł, bo kulminacyjny moment historii nie wywołał we mnie większych emocji. Chwilami dziwne zachowania bohaterki działały mi na nerwy, tak samo miała się sprawa z relacjami bohaterów, szczególnie przy pierwszych spotkaniach z nowymi osobami przy których tylko kręciłam głową powtarzając – ludzie się tak nie zachowują. Część postaci była mdła i rozmyta, inne z kolei sprawiały wrażenie mocno przerysowanych. Zakończenie było szczególnie mocno nasycone przemyśleniami Casey, na temat jej życia, tożsamości, relacji z bliskimi… Przyznaję, że było to męczące i musiałam użyć silnej woli, żeby nie przeskakiwać o kilka linijek i czytać dalej.

Cała historia jest krytyką dzisiejszych czasów, próbą naświetlenia problemów życia w pędzącym nowoczesnym świecie i miejsca pisarza w przyszłości nowoczesnego społeczeństwa. Cała ta trudna tematyka osadzona w lekkiej powieści obyczajowej daje przyjemny efekt i na pewno prowokuje do zastanowienia się nad światem, który za sprawą internetu otacza nas coraz ciaśniej.

Pomijając kilka trudnych momentów, które sprawiały, że nie brałam jej nazbyt poważnie to całość czytało mi się przyjemnie i z zaciekawieniem przewracałam kolejne strony chcąc dowiedzieć się co dalej. Myślę, że każdy początkujący pisarz tak jak ja znajdzie dzięki niej chwilę do zastanowienia się nad swoją przyszłością.

Co sądzicie o wykorzystaniu pisarzy w marketingu? Pomysł z „Jak upolować pisarza?” miałby szansę się przyjąć?

Podziel się:

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *