Seks, porwanie i…? – recenzja „365dni” B. Lipińskiej

Zakazana miłość, porachunki wpływowych mafijnych rodzin, widowiskowe sceny akcji i namiętny seks, a to wszystko w otoczeniu zapierającego dech w piersi pejzażu Sycylii!

Tak mogło być.

To co dostałam na ponad 440 stronach ciężko mi określać mianem książki, bo książka w rozumieniu powieści kojarzy mi się z fabułą, akcją (i jej zwrotami), złożonymi bohaterami, którzy mają jakieś życie wewnętrzne. Tutaj zabrakło mi niemal wszystkiego. Skończyłam ją tylko dlatego, że jest napisana tak prostym językiem i tak bardzo nie ma fabuły, że nie wymaga większego skupienia. Ale po kolei.

„365 dni” to historia Laury Biel, która zostaje porwana przez tajemniczego Włocha, który ma nieograniczoną liczbę zer na koncie i taką samą ilość zapasowych samochodów w każdym garażu jaki posiada. Don Massimo – Włoch (którego Laura, nie wiedzieć czemu, przez całą historię nazywa „Czarnym”) porywa ją, bo w trakcie śmierci klinicznej zobaczył ją w swoich halucynacjach. Kobieta zostaje wyrwana od swojego narzeczonego, przyjaciół, dotychczasowego życia i zabrana w świat obrzydliwie bogatych mafiosów. No, przesadziłam – świat ogranicza się do luksusowej posiadłości, szalenie drogich i markowych sklepów i ultra ekskluzywnych hotelowych pokoi. Generalnie to do wszystkich zamkniętych pomieszczeń, w których może rozmyślać o seksie ze swoim porywaczem.

Laura bardzo szybko przystaje na warunki Massima i zostaje na Sycylii, żeby ocalić swoją rodzinę (mało popularny sposób na podryw, ale jak skuteczny!). Czytając przemyślenia bohaterki nie miałam zielonego pojęcia co nią kieruje. Nienawidzi Massima, ale zwraca się do niego „Don Massimo” okazując tym samym szacunek, a co więcej, wykazując się pamięcią złotej rybki resztką sił powstrzymuje się od uprawiania z nim seksu. Separacja od najbliższych i uwięzienie nie jest dla niej większym problemem, szczególnie w sytuacji, kiedy okazuje się, że dostaje bajecznie drogie prezenty. Obcy mężczyzna, który zafundował jej taką traumę i molestuje ją na każdym kroku staje się w jej oczach szalenie atrakcyjny, a ona sama zaczyna go prowokować tylko po to, żeby zrobić na nim wrażenie w psychologicznej grze, którą sobie uroiła. W dodatku nie ma za grosz szacunku do siebie, jest koszmarnie wulgarna i ciągle pijana. W najmniejszym stopniu nie jestem w stanie pojąć choćby namiastki tej postaci i dla zachowania swojego zdrowia psychicznego nawet nie próbuję.

Sięgając po tę książkę niby wiedziałam, że nie będzie to literatura z wyższej półki, ale liczyłam na jakąś – choćby banalną i prostą – fabułę. Nie dostałam jej. Nie wiem czy to co przeczytałam można nazwać powieścią skoro nie zauważyłam w niej silnie zarysowanej linii fabularnej i gdyby ktoś zapytał mnie o czym jest ta książka, bez wahania odparłabym, że o niczym.

Główna bohaterka charakteryzuje się kilkoma wyjątkowo drażniącymi przypadłościami, takimi jak:

Czasowa niezdolność do samodzielnego chodzenia – ciągle jest podnoszona, przenoszona, zanoszona…

Mdlenie – za każdym razem, kiedy fabuła mogłaby się rozwinąć, ale narosłyby wątki poboczne

Alkoholizm – Droga Lauro! Niezależnie jak drogiego pijesz szampana, jeśli to Twoja czwarta butelka tego dnia to: tak, masz problem

Nimfomania – uwięzienie wśród obcych ludzi i izolacja od najbliższych są błahymi problemami w porównaniu z tym, że podnieca ją widok przyrodzenia Massima

Materializm – bezustannie podkreśla jak drogie i luksusowe są prezenty, które dostaje i rzeczy, którymi jest otoczona

Relacje między postaciami są zupełnie niezdrowe – pojawiają się gwałt, wymuszenia, brak szacunku dla indywidualności i wolności człowieka, wulgarny język, materializm i brak szacunku do siebie u głównej bohaterki. Do tego całkowita jednowymiarowość postaci, które nie mają żadnego życia wewnętrznego i sprowadzanie natury ludzkiej do obrazu skarykaturowanych stereotypów.

Podsumowując, ode mnie jedno wielkie: NOPE.

Podziel się: