Recenzja „Elity” Kiery Cass, czyli nie tak łatwo być księżniczką.

źródło: lubimyczytac.pl
 
Witajcie Kochani!

 

Po tym jak „Rywalki” rozbudziły moją ciekawość (a w szczególności wątek z rebeliantami i rozwarstwieniem społecznym), postanowiłam iść za ciosem i przeczytać kolejny tom przygód Ami Singer, pretendentki do ręki księcia i potencjalnej księżniczki Illéi. 


Jakkolwiek pierwszy tom serii „Selekcja” wydał mi się, pomimo swojej infantylności, intrygujący, tak drugi tom trochę ostudził mój entuzjazm. Akcja „Elity” zaczyna się kilka tygodni po wydarzeniach tomu pierwszego, a głównymi problemami Ami stają się jej uczucia nad którymi zastanawia się nieprzerwanie przez kilka kilkadziesiąt jakieś… 200 stron. To oczywiście żart, ale w kilku momentach miałam wrażenie, że moje powieki robią się coraz cięższe. Po zawężeniu listy kandydatek do tak zwanej „Elity”, czyli sześciu najlepszych kandydatek na żonę, rywalizacja staje się coraz bardziej zaciekła i zaczynają pojawiać się naprawdę silne emocje, szczególnie gdy ataki rebeliantów na pałac stają się coraz bardziej zuchwałe. Pomimo zachowanego tempa akcji miałam wrażenie, że ten tom powieści jest trochę mniej dynamiczny i mniej spójny od części pierwszej, ale ten drobny brak wynagrodziło mi pierwsze doświadczenie Ami z rebeliantami (wreszcie rozkręca się wątek, na który liczyłam, jupi!). Co prawda dowiadujemy się kilku istotnych faktów na temat organizacji państwa i motywów buntowników (choć te były już dawno do przewidzenia), ale zachowanie i niestałość uczuć głównych bohaterów wywoływały u mnie lekką irytację.
 
Postać Ameriki Singer stała się dla mnie trochę zbyt chwiejna emocjonalnie. Chociaż teoretycznie jej priorytety nie uległy zmianie i nadal jest tą samą Ami, pochodzącą z klasy Piątek artystką, to brakuje mi w niej głębi i charakteru na których oznaki czekałam z niecierpliwością. Nie jest to jednak pojedynczy przypadek. Bohaterowie kreowani przez panią Cass są dwuwymiarowi i silnie ograniczeni pod względem wewnętrznych pragnień i konfliktów. Bardzo często ich zachowanie było niespójne i mało logiczne. Robili to co musieli by autor mógł popchnąć historię do przodu, nawet jeśli ich działania odbiegały nieco od granic racjonalności. Mając w pamięci wszystkie powyższe odczucia muszę jednak zauważyć, że seria „Selekcja” skierowana jest dla nieco innego odbiorcy. Patrząc na nią przez pryzmat kobiety, a nie dziewczynki rzeczywiście wyłapiemy tu sporo uproszczeń i skrótów, ale czy większość trzynastolatek sięgnęłaby po książkę pełną dylematów moralnych i spisków? Raczej nie. Historia jest tak lekka jak tylko może, a wątek niepokoju społecznego jest pokazany w taki sposób, by nie odcisnął się zbyt głęboko na wrażliwej duszy nastolatki, a takiej delikatności niektórym autorom XXI wieku po prostu brakuje.
 
To co mnie samą zaskoczyło to fakt, że skończyłam czytać „Elitę” w zaledwie parę godzin. Pomimo kilku wad, historia opisana jest w sposób konsekwentny, a akcja nie zatrzymuje się by zrobić potrzebne miejsce dla wątku miłosnego, lecz przejrzyście przeplata się tworząc spójną całość. Jako dojrzały czytelnik jestem trochę rozczarowana tym tomem, ale wiem już, że muszę dowiedzieć jak potoczą się dalsze losy Ameriki i królestwa Illéi… Czy jeśli czuję potrzebę sięgnięcia po kolejny tom, to naprawdę było aż tak źle? Wydaje mi się, że nie i poleciłabym tę książkę wszystkim, którzy lubią tego typu powieści – lekkie jak piórko, o których może nie będziemy pamiętać do końca życia, ale które pomogą nam oczyścić umysł i przyjemnie spędzić kilka godzin w domowym zaciszu.

 

Fabuła: 6/10
Świat przedstawiony: 4/10
Bohaterowie: 4/10
Narracja: 7/10
Projekt graficzny: 7/10
Ogólne wrażenia: 6,5/10

 

Średnia ocena: 6/10


Każdy komentarz, obserwacja lub „lajk” to dla mnie ogromna motywacja. Jeśli podoba Ci się to co tutaj tworzę to daj mi o tym znać zostawiając po sobie ślad. 😉 

Podziel się: