Jeśli zmącisz wodę, musisz być gotów na to, co wypłynie. Recenzja „Kręgów” Zbigniewa Zborowskiego

-Spójrzcie.

-Kręgi.

-Na wodzie.

-Na początku są małe. A potem spójrzcie, jak się powiększają. Ale musi być ktoś, kto zacznie.
(Pocahontas)

[cytat rozpoczynający książkę Zbigniewa Zborowskiego „Kręgi”]

„Kręgi” to kryminał Zbigniewa Zborowskiego, drugi tom cyklu o byłym policjancie, a obecnie prywatnym detektywie – Bartku Koneckim, którego akcja rozgrywa się w Polsce. Nieczęsto zdarza mi się czytać polskich autorów (nad czym trochę ubolewam), ale moje doświadczenia w tej kwestii zazwyczaj nie były pozytywne. Pan Zborowski bardzo miło mnie zaskoczył, a rozpoczynając książkę cytatem z mojej ukochanej bajki od razu zmiękczył moje serce. 😉

Morderstwo sprzed ponad dwudziestu lat zostaje powtórzone, jednak nie zgadza się część dowodów. W międzyczasie Bartosz Konecki dostaje nieoficjalne zlecenie od tajemniczego klienta, które polega na śledzeniu polskiej celebrytki, wschodzącej gwiazdki szklanego ekranu – Amelii Stokrockiej. Amelia spotyka się z dziennikarzem, co daje Bartkowi kolejny trop. W trakcie śledztwa detektyw dociera do bardzo niepokojących informacji. Okazuje się, że jego zleceniodawcą jest były gliniarz, którego nazwisko często przewija się w sprawie zamordowanej przed dwudziestu laty Krystyny Talko. Od tej chwili sprawa zaczyna wikłać się Bartkowi coraz mocniej… wokół szyi.

„Kręgi” to bardzo dobrze napisany kryminał, z dużą ilością delikatnie wplecionego w narrację humoru. Główny bohater to przeciętnej budowy mężczyzna z kompleksami, który znalazł się na życiowym zakręcie i chociaż ma swoje problemy to nie można nazwać go zakompleksionym. Nic w nim nie przytłacza czytelnika i to jest piękne. Dla takich bohaterów warto czytać – konkretnych w działaniu i nieumartwiających się wewnętrznie na siłę. Autor pokazuje nam świat od nieco innej, tej mniej praworządnej strony. Skorumpowani gliniarze, ustawione obławy i akcje mające umoczyć osoby nieprzydatne. Prawdziwy obraz ludzkiej natury i działania świata, który często chętnie od siebie odsuwamy.

Konstrukcja historii bardzo przypadła mi do gustu, od samego początku pojawiają się znaki zapytania, które z pozoru mogą wydawać się proste w połączeniu, ale koniec końców okazują się niemalże nierozplątywalnym węzłem dla czytelnika. Tak jak kręgi rozchodzą się na wodzie, tak śledztwo głównego bohatera powoli rozszerza swój obszar i odsłania kolejne elementy zagadki. Szczególnie wrażenie wywarło na mnie zakończenie, które z początku wzięłam za prawdziwy koniec historii, kiedy wszystkie wątki zaczęły wskakiwać na swoje miejsca, a główny bohater „już był w ogródku, już się witał z gąską”… okazało się być zaledwie preludium do pełnego ujawnienia historii.

Książka trzymała w napięciu i niepowstrzymanie rozbudzała moją ciekawość pędząc przez kolejne rozmowy, akta i prowokacje w śledztwie Bartka. Momentami obawiałam się, że przestaję nadążać, ale szybko okazywało się, że autor dba o czytelnika w każdym calu dając mu okazje do spokojnego poukładania faktów. Nakierowanie i utrzymanie uwagi czytelnika na odpowiednich przedmiotach i sytuacjach wymaga dużego wysiłku od autora, szczególnie w powieści kryminalnej, gdzie każdy szczegół jest istotny. Dodatkowym atutem jest bardzo silnie zarysowany klimat zarówno lat 90-tych jak i współczesnej Warszawy.

Przyznaję z wielkim żalem, że nie przeczytałam pierwszego tomu, ale teraz jestem pewna, że na pewno naprawię swój błąd najszybciej jak tylko będzie to możliwe!

Za możliwość przeczytania serdecznie dziękuję wydawnictwu Znak Literanova.

Macie swojego ulubionego polskiego autora kryminałów? Możecie polecić jakieś tytuły?

Podziel się: